Home » O Fundacji » Sprawozdania » Sprawozdanie merytoryczne 2009

Sprawozdanie merytoryczne 2009

Sprawozdanie z działalności Fundacji „ZWIERZĘTA i my” za 2009 rok

Z radością donosimy, że w roku sprawozdawczym otrzymaliśmy przeszło 1000 zgłoszeń zwierząt do kastracji. Do dnia dzisiejszego zostały one już wysterylizowane (w tym w przybliżeniu – 2/3 suczek i 1/3 kotek). Ważnym aspektem tej działalności jest zainicjowanie akcji kastracji w następujących województwach naszego kraju: lubelskim, podkarpackim, świętokrzyskim, mazowieckim i podlaskim.Wielkim naszym sprzymierzeńcem okazała się fundacja „Dar serca” z Krakowa. Zainteresowaliśmy się emailem od tej organizacji. Była to prośba o pomoc dla prywatnego przytuliska w województwie lubelskim – prowadzi je starsza pani z córką. Pod ich opieką w dobrych warunkach (wybiegi, budy, duży teren) znajduje się +/- 150 psów. Nasza pomoc polegała na wyremontowaniu pomieszczenia gospodarczego (2500 zł) oraz gotowości wykastrowania suczek przytuliskowych, na które to zabiegi zgadza się opiekunka z wielkimi oporami. Tak oto znaleźliśmy się w przepięknej okolicy, wśród wzgórz porośniętych lasami. Opiekunka schroniska zwierzyła się nam, że jest równie zaprzyjaźniona z leśnymi mieszkańcami. My natomiast zaznajomiliśmy się z niezwykle ofiarnie pracującymi lekarzami weterynarii, dla których (jak pokazujemy na zdjęciach) zorganizowaliśmy kurs małoinwazyjnej metody kastracji. Naszym kursem objęliśmy również lekarzy z dwóch sąsiednich województw: świętokrzyskiego i podkarpackiego. Wieść rozniosła się szybki kastrujemy już na coraz większych terenach tych województw. Jak od wielu już lat w siedzibie Fundacji znajdują opiekę kotki w okresie rekonwalescencji (przeciętnie 1-3 kotek przebywa u nas przez 10-15 dni po operacji kastracji wykonywanej w poznańskim schronisku). I tu jest problem: od wielu już lat walczymy o stworzenie poznańskiej kociarni w schronisku, gdzie znajduje się jedynie jedno pomieszczenie zbiorcze (wielkości średniego pokoju) z wybiegiem, a brakuje kwarantanny, izolatek, pomieszczeń dla kotek z kociętami, wreszcie właśnie szpitalika, w którym powinny znajdować się kotki po sterylizacji. W 2002 roku otrzymaliśmy zapewnienie od samego Prezydenta Miasta Poznania, że w 2009 roku zostanie wybudowana kociarnia, a tu nagle… klops. Zamiast tego wiadomość jak grom z jasnego nieba!!! Grunt pod schroniskiem sprzedany, schronisko będzie przeniesione! A co z kotami??? Na to znalazła się odpowiedź. Nie wiem, czy mnie uszy nie myliły – SCHRONISKO NIE BĘDZIE PRZYJMOWAŁO DZIKO BYTUJĄCYCH KOTÓW – nawet maleństw trzęsących się z zimna, leżących na ulicy, a nawet przejechanych i rannych. W czasie swej blisko 50-cio letniej działalności, Schronisko dla Zwierząt było zawsze ostoją dla poznańskich psów i kotów potrzebujących pomocy. Obecnie osierocone kocięta nie są przyjmowane do schroniska, a przywożący je ludzie często zostawiają je pod bramą. Koty szukając matki i jedzenia kończą swą podróż pod kołami samochodów. Ludzi, którzy znajdują na ulicach miasta Poznania chore lub ranne koty i zawiadamiają o tym schronisko informuje się, że nie udziela ono kotom pomocy. Straż miejska i pracownicy schroniska otrzymali polecenie kierowania ludzi spod drzwi schroniska do… Fundacji „ZWIERZĘTA i my”!!! Poniżej na zdjęciach tylko kilkoro z wielu kociąt do nas skierowanych.

kotek Dwumiesięczne kociaki znalezione przez mieszkańca Poznania 7 października 20089 r., ok. godz. 19:30 na ul. Obornickiej. Szukając dla nich pomocy w straży miejskiej dowiedział się od dyżurnego, że schronisko ich nie przyjmie. Straż miejska zwróciła się o pomoc do naszej fundacji. Przywieźliśmy je do fundacji zziębnięte, głodne, chore i wymagające udzielenia im natychmiastowej pomocy.
koty Kociak, którego przyniósł do naszej fundacji mieszkaniec Poznania, odprawiony spod bramy schroniska w połowie sierpnia 2009 r.. Zdjęcie zrobione w dniu przekazania nam kota.
koty Kocie sieroty z ulicy Piaśnickiej w Poznaniu, których mama zgineła pod kołami samochodu. Nieprzyjęte przez schronisko 1 października 2009 r.

Fundacja za swoją naczelną dewizę i zadanie obrała KASTRACJĘ SUCZEK I KOTEK i temu zadaniu jak wyżej doniosłam zajmujemy się bez zarzutu. W październiku zorganizowaliśmy zebranie z udziałem TOZ-u, siostrzanych Fundacji oraz Radnych Miasta Poznania. Naświetliłam problem i oświadczyłam (co zresztą było niestety widoczne na załączonym obrazku), że jestem 80-letnią osobą i nie sprostam zadaniu zbierania potrzebujących zwierząt w dzień i w nocy z ulic miasta. Nie wiem, czy mogę już oznajmić , że stał się cud!!! Wiem tylko to, że zajęła się tą sprawą Pani Radna Kretkowska i zainteresowała nią samego Pana Prezydenta. Obydwoje są przyjaciółmi zwierząt. Powstała Fundacja „Poznańska kociarnia”, do której ja nie należę. Wszystko ruszyło. Przyjaciele zwierząt – trzymajmy kciuki! Kochani Radni z Panią Kretkowską na czele, Panie Prezydencie – dziękujemy.

Prosimy – nie zapominajcie o nas!!!

Poznań, dnia 25 stycznia 2010 r.

W imieniu zarządu i działaczy fundacji,

Alina Kasprowicz

 

 

 

ZWIERZĘTA FUNDACJI PRZYBYŁE W ROKU 2009

psy Sznapi – kosmata suczka, której pańcio musi na pewien czas pozostać w odosobnieniu- podobno tęskni za nią. Nie wiemy, czy będzie mógł ją odebrać. To przykład bardzo istotnego problemu ze zwierzętami- przyjaciółmi osób samotnych, chorych, skierowanych do szpitali lub miejsc, gdzie nie mogą ze sobą zabrać zwierzaka. Albo miejsc, z których nie ma już powrotu. Musi powstać taki dom- hotel, gdzie zwierzęta z życzliwymi opiekunami poczekają na pana lub pozostaną na zawsze- bezpieczne, syte. Tak, by oddający je człowiek mógł odejść spokojny o los swego jedynego przyjaciela. Sznapi nie przyszła do nas sama – po krótkim czasie urodziła dwoje ślicznych szczeniąt… Oddane w dobre ręce.
psy Sznapi nie przyszła do nas sama – po krótkim czasie urodziła dwoje ślicznych szczeniąt … Oddane w dobre ręce.
sara Sara – do bezdomnego mężczyzny uśmiechnęło się szczęście. Zabrała go z namiotu, gdzie mieszkał z kilkoma psami… kochanka. Psy od kilku dni wyły z głodu i samotności. Straż dla Zwierząt zabrała dwa Briardy. Małą sunie Sarę skierowano do mnie. Jest już w domu członkini naszego zarządu.
furtek Furtek – 2 stycznia został przywiązany do mojej furtki, a nieznany głos oznajmił mi przez telefon o tym fakcie…
brzozik Brzozik – pies osoby bezdomnej, skierowanej do mnie przez dom opieki społecznej – dowód na to, jak dotkliwym jest brak przytuliska dla zwierząt towarzyszących przy tego typu instytucji, gdy rodziny czy osoby dotknięte klęską losową muszą pozbywać się zwierząt. Brzozik pozostał u nas na zawsze, bo nie zdołał się zaadaptować w mieszkaniu, które zdołaliśmy jego pańci udostępnić. Pańcia przyjęła za to jeszcze jedną istotę- bezdomną suczkę ze schroniska. Odwiedza Brzozika i cieszą się nadal sobą, ze wzruszeniem dzielą wspólne chwile – potem Brzozik wraca do siebie, do dużego ogrodu, gdzie cieszy się pełną swobodą…
ewunia Ewunia – ok. 8 miesięczny szczeniak, znaleziony na drodze przy stacji benzynowej. Mieszkała u nas kilka miesięcy do chwili, kiedy znalazła przyjazny dom i kochającą opiekunkę.

 ODESZŁY OD NAS: Gucio, Wilda i Figa …

gucio Gucio – staruszek przyprowadzony przez pracowników Starego Zoo- tam przywiązał go tymczasowy opiekun, gdy jego żona miała wrócić z porodówki. Gucio na pierwszym spacerze zaprowadził nas do domu, w którym mieszkał u starszych państwa. Ostatnie lata przeżył ze mną w Poznaniu, biegając w domu i ogródku, śpiąc w maleńkim łóżeczku… Odszedł cicho, we śnie.
 wilda Wilda – dzika suczka z lasów Biedruska, dokarmiana przez wojsko

i przez żołnierzy odłowiona w 1994 roku- już wtedy niemłoda, ale dzielnie odchowująca swe dzieci w lesie. Trafiały do nas całe kartony jej szczeniąt… Po złapaniu zimę spędziła w mieście, zdziczała załatwiała się w domu do kuwety z piaskiem, bała się wychodzić. W Chybach powoli oswajała się i spędziła z nami jeszcze długie lata… Dzięki kastracji żyła co najmniej 20 lat

figa Figa – malutka szorstkowłosa sunia- najdziwniejszy piesek, jakiego miałam, przywieziony przez Panią Romę w 2003 r. z poznańskiego schroniska. Sunia- staruszka, z raną na głowie. Zupełny dzikusek – żeby ją odpchlić czy odrobaczyć, trzeba było urządzać polowania

i zasadzki. Unikała ręki człowieka, ale mnie było dane doświadczyć jej miłości wielkiej – gdy tylko znikałam jej z oczu, przywoływała mnie tęsknym szczekaniem… Jeszcze gdy telefonowałam po przyjeździe do Poznania, słyszałam jej głosik. Gdy patrzę na opustoszałe miejsce na moim fotelu, zawsze przez nią zajmowane na drzemkę, mam wrażenie, że jej wierna duszyczka jest przy mnie, a może czeka na mnie na jakiejś chmurce…

SEMINARIUM

nowak2dr n. wet. Tomasz Nowak – specjalista rozrodu zwierząt, specjalista chorób psów i kotów

wet

Lekarze weterynarii, którzy podjęli z nami współpracę i wzięli udział w spotkaniu

wet

Kastracja kotki. Widać jak małe nacięcie jest wystarczające do wykonania zabiegu kastracji

W dniach 22 i 23 sierpnia 2009 r. zorganizowaliśmy w Sandomierzu seminarium dla lekarzy weterynarii, podczas którego omawialiśmy sposób kastracji metodą tzw. „małego cięcia”. Poprowadził je dr nauk weterynaryjnych i specjalista rozrodu zwierząt, specjalista chorób psów i kotów – Tomasz Nowak. W spotkaniu wzięli udział lekarze weterynarii, którzy podejmują współpracę z nami na terenie województwa: lubelskiego, świętokrzyskiego i podkarpackiego. Zainteresowała nas tą częścią Polski nasza koleżanka Barbara Mikuła z Fundacji „Dar serca” w Krakowie. Opiekuje się ona prywatnym przytuliskiem, które założyła osoba pomagająca porzuconym i bezdomnym psom. Odwiedziliśmy to przytulisko prowadzone z wielkim oddaniem, gdzie zwierząta znalazły serdeczną i troskliwą opiekę. Jak ważna jest podjęta przez nas inicjatywa właśnie w tej okolicy, przekonaliśmy się już w czasie przejazdu szynobusem z Lublina do Kraśnika, w której nasz współpasarzer telefonicznie domagał się natychmiastowego zastrzelenia przez policję, przybłąkanego do gospodarstwa wiejskiego, bezdomnego psa. Rozmówcą okazał się radny tejże wsi, który chętnie skorzystał z zaofiarowanej przez nas pomocy. Wspólnie z oczekującą na nas w Kraśniku koleżanką Barbarą Mikułą z Fundacji „Dar serca”, szczęśliwie zdążyliśmy przed „plutonem egzekucyjnym”. Wraz z naszym nowym podopiecznym (stareńkim i wysłużonym) mieszańcem owczarka niemieckiego, udaliśmy się do wspomnianego wyżej przytuliska, gdzie znalazł on dach nad głową i serdeczną opiekę. Niestety podobnych miejsc jest w tej części Polski stanowczo za mało i dlatego zdecydowaliśmy się właśnie tam rozszerzyć naszą działalność.

CZY PODOŁAMY TEMU WIELKIEMU WYZWANIU – ZALEŻY TYLKO OD WAS!!!